Trenowałem w szkółce piłkarskiej, marząc o wielkiej sportowej karierze. Przede mną były wyczekiwane Mistrzostwa Polski, a ja byłem w życiowej formie. Żyłem jak każdy nastolatek – pełen energii, planów na przyszłość, z głową wypełnioną piłkarskimi ambicjami. Nic nie zapowiadało, że w jednej chwili będę musiał stawić czoła najcięższemu przeciwnikowi – chorobie, która mogła odebrać mi życie.
Poszedłem do lekarza z niewielkimi zmianami skórnymi. Myślałem, że to jakaś drobnostka. Jednak kiedy zobaczyłem, jak lekarz patrzy na moje zdjęcie rentgenowskie, zamarłem. W jego oczach było coś, co sprawiło, że serce zabiło mi mocniej. Usłyszałem, że muszę natychmiast poddać się operacji. Byłem jednak pewien, że to tylko chwilowy problem, który rozwiąże po mistrzostwach. Wtedy lekarz powiedział słowa, które wyryły się w mojej pamięci: „Do tych mistrzostw możesz nie dożyć”.
To były słowa, których żaden 15-latek nie powinien usłyszeć. W jednej chwili cała moja przyszłość zawisła na włosku. Następnie nadeszła ostateczna diagnoza: ziarnica złośliwa 4. stopnia. Rak. Usłyszałem też liczby – procenty, które miały określać moje szanse na przeżycie. To zwaliłoby z nóg nawet dorosłego, a ja byłem tylko nastolatkiem. Przez pierwsze dwa tygodnie byłem w szoku i kompletnie załamany. Zabrano mi wszystko, o czym marzyłem – moją przyszłość, moje życie, które wydawało się dopiero zaczynać.
Jednak w pewnym momencie coś we mnie pękło. Zrozumiałem, że nie mogę się poddać, bo jeśli to zrobię, to moi bliscy będą musieli płakać nad moim grobem. Postanowiłem walczyć. Wiedziałem, że jeśli wygram tę walkę, to już nic w życiu mnie nie złamie. Każdy dzień leczenia był jak wspinaczka na najwyższą górę – miałem momenty, kiedy brakowało mi sił i musieli mnie podtrzymywać moi rodzice. Były dni, kiedy ledwo stałem na nogach. Nowotwór to niezwykle trudny przeciwnik, ale ja wiedziałem, że nie mogę przegrać.
Chciałbyś porozmawiać lub spotkać się z osobą,
która wygrała z nowotworem jako nastolatek?
22 lutego 2008 roku, dwa dni przed moimi 16. urodzinami, usłyszałem słowa, na które czekałem przez cały ten czas: „Jesteś zdrowy!”. To był jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu. Ale choć fizycznie wyzdrowiałem, przez długi czas zmagałem się z psychicznymi konsekwencjami tej choroby. Wstydziłem się tego, co mnie spotkało. Nie chciałem, by ludzie patrzyli na mnie przez pryzmat choroby, by współczuli mi. Potrzebowałem czasu, aby zrozumieć, dlaczego to wszystko przytrafiło się właśnie mnie.
Z biegiem czasu dotarło do mnie, że moja historia może być dla kogoś ważna, że może dać nadzieję innym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Zrozumiałem, że mogę być przykładem dla tych, którzy walczą – że jeśli ja, młody chłopak, pokonałem raka, to oni też mogą. Właśnie z tej potrzeby niesienia wsparcia i nadziei narodził się pomysł założenia fundacji.
15 października 2015 roku stworzyłem Fundację „Cancer Fighters”. Był to moment, w którym rzuciłem wszystko inne, by poświęcić się tej misji. Nasza fundacja nie tylko wspiera chorych na raka, ale również daje im siłę, by walczyć. W czasie pierwszych wizyt w klinikach onkologicznych spotkałem rodziców, którzy płakali z bezsilności, i dzieci, które potrzebowały nadziei. Każda rozmowa, każdy uśmiech, każda chwila spędzona z nimi uświadomiła mi, że moja droga, choć trudna, miała sens.
Dziś wiem, że do końca moich dni będę walczył o życie innych. Każda historia, każde zwycięstwo w tej nierównej walce daje mi energię do działania. Nie zamierzam się poddawać, bo wiem, jak to jest stanąć twarzą w twarz z rakiem. Wiem, co to znaczy walczyć o każdy oddech i przetrwać. Dlatego będę walczył, aby inni też mogli usłyszeć te najpiękniejsze słowa: „Jesteś zdrowy”.
Chociaż rak na zawsze zmienił moje życie, to dał mi również coś niezwykłego – cel, który napędza mnie każdego dnia. „Cancer Fighters” stało się moim powołaniem, miejscem, gdzie razem z innymi walczymy, wspieramy się i pokazujemy, że nadzieja nigdy nie umiera.
Chciałbyś porozmawiać lub spotkać się z osobą,
która wygrała z nowotworem jako nastolatek?
Last modified: 2024-11-15