Wojownicy pokazują, że diagnoza to nie wyrok, tylko impuls do pokazania swojej wewnętrznej siły. Zawziętością i pozytywnym podejściem pokazują chorobie, że nie wie z kim zadarła!
Back to Top
Image Alt

Fundacja Cancer Fighters

Życie po chorobie

Życie po nowotworze.
Po usłyszeniu najpiękniejszych słów “jesteś zdrowy” nasze serce powinno przepełniać ogromna radość. Tak było i u mnie, jednak ta chwila trwała bardzo krótko… Po kilku tygodniach od zakończenia leczenia euforia mnie opuściła i zaczęła się męka.
Zdałem sobie sprawę, że jeżeli miałbym nawrót choroby, to nie będę miał sił, żeby przechodzić to drugi raz. Przekształciło to się w walkę każdego dnia, że jakiś czynnik może spowodować u mnie nawrót.
Niby wszystko jest w porządku, nowotwór zniknął, a ja przechodzę takie katorgi z samym sobą.Codziennie wieczorem nie mogłem powstrzymać myśli “co będzie gdy choroba wróci”.Mijała godzina, dwie, a ja dalej nie umiałem sobie poradzić z tą myślą, która tak bardzo się we mnie zakorzeniła. Szukałem sposobu na poradzenie sobie z samym sobą, więc zacząłem pisać, lecz wszystko co pisałem dotyczyło się śmierci…
Była ona tak blisko. Choć z nią wygrałem każdego dnia czułem jakby była dalej przy mnie, jakby z tyłu głowy mówiła “to jeszcze nie koniec”. Zazdrościłem osobom po nowotworze, które pokazywały w social mediach jak cieszą się życiem po chorobie. Korzystali z każdego dnia, z każdej chwili straconej na walkę z chorobą. Uznałem, że powrót do sportu pomoże mi przezwyciężyć wszystko.Wróciłem, ale napotkałem kolejny problem. Każdy oczekiwał, że powrócę do formy z przed choroby, wymagania rosły a ja pogrążałem się dalej. Nie pomógł mi klub, który po chorobie zerwał moje stypendium, tłumacząc, że brak tam zapisu o chorobie. Choć kontrakt podpisaliśmy na chwilę przed nią.
Kolejny strzał w serce. Czułem jakby dla ludzi z klubu, którym “niby” kiedyś na mnie zależało, lepiej było gdybym podczas choroby zmarł. Niestety taka jest prawda.Pamietam słowa mojego brata “jeszcze im pokażesz”. To właśnie one mnie motywowały. Po około pół roku strach był coraz mniejszy, noce już były przespane. Postanowiłem nie wracać do choroby, wymazać ją z pamięci. Przez najbliższe kilka lat starałem się o niej nie rozmawiać. Do momentu, w którym uznałem, że choroba to moja siła. Pomimo, że sport był całym moim życie, to mogę jeszcze znaleźć swoje przeznaczenie.
Znalazłem…. Cancer Fighters – całe moje życie!Postanowiłem się pierwszy raz tym podzielić, bo chciałbym pokazać jak ważne jest wsparcie również po chorobie, gdy nie każdy od razu potrafi wrócić do normalności.
Marek Kopyść

Post a Comment